Nie jesteś zalogowany

Posty z kategorii: "mały"


Kto tam grzebie w śmietniku #2: menel to, czy Aborygen? (21 sierpnia 2008)

2010-04-23 15:05:38

Kim są Aborygeni - wiadomo. Każdy wszak oglądał video Bowiego do Let's Dance i wie, że to takie pokurcze, co kradną buty. Poza tym przyleźli do Australii z Azji, jakieś 40 000 lat temu, używają bumerangów, mają szerokie nosy, końskie łby i prognatyzm (coś jak te laski z Dara Puspita, albo pospolita małpa), czyli nienaturalne wysunięcie do przodu górnej lub dolnej szczęki. Ogólnie ani mądrzy, ani ładni. Latają za kangurami w majtkach z liści i nie myją włosów. Żyją w koczowniczych społecznościach po jakichś wastelandach, albo grzebią w śmietnikach w slumsach australijskich miast (pamiętajcie, nigdy nie strzela się do zwierzyny przy paśniku). Poza tym grają na didgeridoo/didjeridoo/didge/mago/yirdaki/(45 różnych nazw regionalnych tego samego). Didżeridu, czy dzidzieridziu, czy 45 kolejnych fonetyk na to cudo, to generalnie aerofon w formie drewnianej tuby w rozmiarach 1-3 metrów. Robi to drone'y i można z tego zjadać korniki, a wygląda tak:

 

343px-Didgeridoo-grass.jpg

 


Pierwsze sensowne pojawienie się didgeridoo w zachodniej kulturze (1912) było związane z badaniami antropologicznymi i językoznawczymi i jako taka właśnie ciekawostka, nikomu niepotrzebne ustrojstwo didge funkcjonowało przez 55 lat, do momentu, kiedy w 1967 niejakiego Davida Blanasi (właść. Bylanadji) poproszono, żeby pokazał dzikiego człowieka (czyli siebie) w operze w Sydney. Potem ktoś rozkminił, że można dzikusów zabrać do Londinum i puścić ich w telewizji, coby się ludożerka pośmiała. Ale że pod koniec 60 lat popularne było awangardowe drone'owe pierdzenie w typie jakichś La Monte Youngów, to i didgeridoo chwyciło. Blanasi jako wirtuoz owego, a w dodatku wspaniały konstruktor instrumentów z tej rodziny wypłynął na szerokie wody sławy i uczłowieczania.

 

blanasi2.jpg

 

Jak widać Blanasi był przystojniakiem... W każdym razie mieszał tam sobie z grupą performerską White Cockatoo i ogólnie popularyzował didge gdzie mógł. I teraz dochodzimy do samej enigmy zagadki tej tajemnicy. Otóż w 2001 roku wiekowy już (71) Blanasi poszedł do lasu szukać drewna na kolejny instrument i... nie wrócił. Nigdy nie znaleziono ciała, nigdy nie potwierdzono jego śmierci, być może ukrywa się, albo zjadły go misie koala. W każdym razie, jeśli widzieliście człowieka ze zdjęcia poniżej, skontaktujcie się z australijskim ministerstwem kultury, albo kimś innym kogo Blanasi obchodzi - życzę szczęścia. A tak serio... Fajna drone'owa muza, ciekawa kulturowa wycieczka, fajny album, fajny muzyk. Indżoj.

 

davidblanasi.jpg

 

David Blanasi - White Cockatoo


« wróć czytaj dalej »