Nie jesteś zalogowany

 10 (kawiarnianie)

2010-06-13 20:37:45

   Tym razem ugryzę motyw mojego TOP 5 tego tygodnia troszkę inaczej. Pracuję teraz sobie w kawiarence. Motyw z kawiarenką jest miły, ludzie nieczęsto narzekają, w przerwach można sobie poczytać i pocieszyć japę. Jedyna uwierająca rzecz to muzyka. Musi być cicha, nie przeszkadzać w rozmowach, piciu i jedzonku. Przekleństwa wszelkiej maści i inne tego typu klimaty również odpadają. Rzecz staję się jeszcze bardziej skomplikowana jeśli weźmiemy pod uwagę to, że rzeczy chilloutowe nigdy mnie nie chilloutowały, smooth jazzowe nie kręciły, a składaki typu "pieprz i wanilia", "pinaccolada" i pochodne traktowałem raczej jako pożywkę dla osób, które chciałyby słuchać czegoś "ambitnego", ale średnio mają czas na wgryzienie się w muzykę. No nic... oto jak z karkołomnego zadania wybrnąłem w tym tygodniu.

1. The Twilight Singers - Twilight as played by The Twilight Singers

(czyli płyta do której nie wracałem wieki, płyta płaczów i połamanych serduszek, ale piękna, najpiękniejsza jaką kiedykolwiek spłodził z kimkolwiek Greg Dulli. Wiadomo, Afghani swoje zrobili, ale chyba grubas nigdy nie uderzył w taki przekrój emocji jak tutaj, do tego wspaniałe wokale Shawna. Oprócz ostatniego utworu mającego robić za "światełko w tunelu", a wkurwiającego marleyowskim "everything is gonna be allright" kupuję w całości i polecam każdemu)

2. Slowblow - Noi Albinoi

(po pierwsze - kocham film, po drugie - slowblow jak na muzykę jaką płodzi jest bardzo bardzo bardzo niedoceniony. Taka Islandia na 100%. Jest cicho i ładnie. Klik)

3. The XX - The XX

(przepraszam, z tym zespołem wiąże się niewyobrażalny hype. Nie lubię hypowanych artystów. To jest wyjątek potwierdzający regułę. No i nic do dodania, bo wszystko co miałem do powiedzenia na ten temat napisałem tutaj. Więcej grzechów nie pamiętam, poprawę obiecuję i proszę o rozgrzeszenie)

4. Madlib - Shades Of Blue

(na samplach z "blue note", wielka wyobraźnia i smykałka do łączenia tych wszystkich trybików, ale to arcydzieło o którym napisano wszystko, choć na tle tego co po debiucie nagrywał DJ Shadow jest to rzecz dalej troszkę chyba niedoceniona)

5. Fisz Emade Jako Tworzywo Sztuczne - F3

(ha, pisałem o kawiarnianym zmanierowaniu fisza i mam. A tak poważnie sprawę ujmując, jest to płyta której bardzo zabrakło mi w podsumowaniu dekady polisz mnie . Tak jak nie trawię Bassisters Orchestra, tak Fisz w tym wydaniu chyba wchodzi najlepiej. Oczywiście jest też najbardziej smutny dlatego cieszmy się, że na Piątku trzynastego i Hevi jest bardziej happy)

Od razu ostrzegam, że katowanie przez 6 godzin 5 dni w tygodniu powyższych pozycji kończy się ostrym nerwowym załamaniem dlatego dobrzy musicspotowscy blogerzy, pomóżcie. Myślałem sobie ostatnio o Toro Y Moi, kolejnym projekcie kochanym przez każdego, ale chillwave cokolwiek to znaczy brzmi na bank lepiej niż chillout.

Pod scriptum to widzimy się w najbliższą środę na Devinie The Dude, Mesie, 2cztery7 (podobno Pjus ma wrócić na scenę, trzymamy kciuki) i High Definition (Mały Esz + Ciech). Na stronie b pojawiła się moja recenzja albumu Kima Nowaka.




Skomentuj

Komentarze: 1

koniec_jaj 40 35   22/06/10, 12:22  
oj, Noi Albinoi mnie bardzo zawiódł jako film...:/

co do pomocy - sprawdź następujących wykonawców: royksopp, telepopmusik, zero 7, gotan project, jaga jazzist, kira kira, jóhann jóhannsson, mum, ólafur arnalds, skuli sverrisson, smolik, stafraenn hakon, the verve, nino katamadze & insight, to chyba wszystko :)