Nie jesteś zalogowany

"Working Girl" (1988)

2010-07-14 11:59:34

reż. Mike Nichols

Czwartkowe pasmo Dwójki, seans o 23.15. „Zabawna komedia Mike’a Nicholsa, reżysera m.in. „Absolwenta” i „Łap-22” z muzyką Carly Simon. Zdolna i piękna Tess McGill (M. Griffith), korzystając z wypadku swojej szefowej, postanawia zrealizować ambitny pomysł biznesowy. W realizacji planu pomaga jej młody finansista Jack (H. Ford)”.

2/5

Obejrzane w czerwcu 2010 r.

 


"The English Patient" (1996)

2010-06-03 14:48:20

reż. Anthony Minghella

Minghella położył nacisk na melodramat, ale „Angielski pacjent” jest czymś więcej niż tylko egzotycznym wyciskaczem łez. Historia umiejscowiona w dwóch płaszczyznach czasowych, tak naprawdę zawieszona jest poza czasem i miejscem, a ludzie, o których opowiada pozbawieni są nazwisk i narodowości. W pustynnej burzy, piasek zaciera między nimi podziały z równą łatwością, z jaką niweczy granice państw. Angielski badacz romansuje z arabskim chłopcem, angielska arystokratka z węgierskim ekscentrykiem – to oczywiście utopijny obraz, który musi zostać zmącony tak w sposób metaforyczny (ludzką małością, pustką naiwnych ideałów), jak realny – kolonializmem, wojną, prywatnymi interesami. Nawet, jeśli bohaterowie tego urzekającego liryzmem filmu ostatecznie przegrywają, ich słowa brzmią nadal: „To my jesteśmy prawdziwymi krajami”.

4.5 / 5

Obejrzane 2 czerwca 2010 r.


"Angels In America" (2003)

2010-06-03 14:45:53

reż. Mike Nichols

Ekranizacja sztuki Tony’ego Kushnera, zrealizowana dla HBO jako miniserial, zaczyna się na najbardziej prywatnym, głęboko osobistym poziomie, by przez 6 godzin płynnie przejść do uniwersalistycznej, kosmicznej epiki. Kushnerowi do spółki z Nicholsem udała się rzadka sztuka: nie pokazują jednostki na tle wielkiej historii, ale wielką HISTORIĘ W JEDNOSTCE. To subtelna różnica, która sprawia, że oglądając „Anioły w Ameryce” możemy oswoić tematykę tego filmu. A przecież „Angels In America” jawi się AŻ syntezą amerykańskiego społeczeństwa XX w. – wyciągiem z jego lęków, strachu i nadziei, porównywalnym do „Podziemii” DeLillo zarówno, gdy chodzi o rozmach, ambicję, jak i wrażliwość autora. Jedynie nachalna dosłowność w finale każe mi zejść z maksymalnej oceny, ale jak mawiał Kazio Marcinkiewicz (który mógłby być tego filmu modelowym negatywnym bohaterem) – „Ludzie-nie-są-aniołami". Cóż, mogą być niebezpiecznie blisko. 

4.5 / 5

Obejrzane w maju 2010 r. 


"The Royal Tenenbaums" (2001)

2010-06-03 14:30:59

reż. Wes Anderson

Film Andersona zachwalano mi jako przykład kina indie-popowego. Coś w tym jest; reżyser opowiada poważną przecież historię metodami właściwymi dla baśni, nie trywializując przy tym tematu. Tak jak łzawo-romantyczny indie-pop, tak „The Royal Tenenbaums” miejscami bywa nieznośnie manieryczny, rozumiem jednak jego fenomen – gdy scena samobójstwa zrealizowana jest w konwencji teledysku (te zakrwawione nadgarstki nad zlewem!), całe nasze pokolenie piszczy z zachwytu. Mam jednak wrażenie, że bardziej jest to zachwyt nad filmowymi środkami, niż ich celem.

3.5 / 5


Obejrzane w maju 2010 r.


"Kiss Of The Spider Woman" (1985)

2010-05-11 23:27:05

reż. Hector Babenco

Pisałem ostatnio, że w sztuce jedna sugestywna sekwencja może ustawić odbiór całego dzieła. U Hectora Babenco tytułowa Kobieta-Pająk pojawia się na ekranie tylko raz, ale bez niej w ogóle nie byłoby tego filmu. Sfera znaczeniowa więziennych relacji w „Kiss Of The Spider Woman” zostaje podporządkowana tyleż frapującemu, co fantasmagorycznemu tytułowi (nie zdradzę, dlaczego jest on tak ważny – wówczas moglibyście darować sobie seans), otwierając worek rozlicznych interpretacji. Szkoda, że intrygujące konteksty czyta się tutaj z poczuciem lekkiego znużenia. Innymi słowy: fajny tytuł, fajne zdjęcia, ale co z akcją?

3 / 5

Obejrzane 10 maja 2010 r.


"Whatever Works" (2009)

2010-05-11 23:22:43

reż. Woody Allen

To jest Allen, który zakładając, że wie już wszystko o życiu (i na tej wiedzy zajedzie daleko), wziął urlop od reżyserskiego warsztatu. Od pierwszej sceny, w której Larry, zerkając ponad „czwartą ścianą”, zwraca się bezpośrednio do publiczności, wiemy, że mamy do czynienia z wykładem. I nazwijcie mnie naiwnym, ale ja jego prostoduszne mądrości („whatever works to make you happy”) bez mrugnięcia okiem kupuję. Z kina wyszedłem lepszym człowiekiem.

3 / 5

Obejrzane zaraz po polskiej premierze (czyli kiedy?)


"Zelig" (1983)

2010-05-11 23:18:36

reż. Woody Allen

W „Zeligu” są dwa genialne elementy: koncepcja (historia człowieka-kameleona) i forma (fikcyjny dokument). A jednak, mając w ręku najlepsze karty, Allen krzyczy „Pas!” i zamiast arcydzieła, serwuje przyjemną błahostkę. Pada tu rewelacyjna kwestia: „Francuscy intelektualiści pokochali Zeliga. Widzieli w nim symbol na wszystko”. Z filmem odwrotnie: jest tym czym się od samego początku wydaje, niczym więcej.

3 / 5

Obejrzane 9 maja 2010 r.


"The Men Who Stare At Goats" (2010)

2010-05-11 23:15:22

reż. Grant Heslov

Reżyser „Kóz” zadał sobie wiele trudu, by obalić stare powiedzenie „jeśli na początku sztuki ktoś wbija gwóźdź, na końcu ktoś inny na nim zawiśnie”. Oczywiście można zrzucać winę na komentarz z offu (inne stare powiedzenie: „jeśli potrzebujesz komentarza z offu, żeby opowiedzieć w swoim filmie historię, to znaczy, że zrobiłeś zły film”), ale prawda jest taka, że „Kozy” stanowią przypadkowy zbiór banalnych wątków (porzucony przez kobietę, bohater wyjeżdża na wojnę. Naprawdę nie umieliście inaczej zawiązać akcji?!), z których NIC nie wynika. Pod powierzchnią czai się doniosłe przesłanie: w Iraku Amerykanie skrewili. Seeeerio?

1 / 5

Obejrzane 8 maja 2010 r.


"The Lair Of The White Worm" (1988)

2010-05-11 23:10:28

reż. Ken Russell

Roger Corman mode on. Trochę szkoda, że Russell, kręcąc klasyczny horror klasy D nie wysilił się na żaden element odautorski. Choć nie. Symbolika falliczna, gwałcone zakonnice, opluwanie atrybutów chrześcijaństwa (dosłownie) – kogo ja próbuję oszukać? To JEST czysty Russell. Na marginesie dodam, że pieprznięty Anglik po raz kolejny zdaje się sympatyzować z „tymi złymi”. Z przekory: polecam!

2 / 5

Obejrzane 9 maja 2010 r. 


"Sibiriada" (1979)

2010-04-26 12:37:05

reż. Andrei Mikhalkov-Konchalovskiy

"Syberiada" w założeniu miała być radzieckim kinem propagandowym i większość krytyków filmu Konchalovskiyego posługuje się tym własnie zarzutem. Mnie się wydaje, że epicki kino-poemat nie ucieka od trudnej i odpowiedzialnej drogi twórczej, ale wytycza ją w sposób odmienny. Zamiast stawiać pytania o ludobójczy wymiar komunizmu, Konchalovskiy pyta jak rewolucja i jej następstwa wpłynęły na duchowość, tradycję i sferę życia wewnętrznego. Najważniejszą jest tu bowiem scena, w której stary, syberyjski chłop krzyczy do broniących go nafciarzy: "Na co mi takie życie, jeśli nie mogę pomodlić się na grobie rodziców?". A że długie to (4,5h)? Cóż, pozostaje nam czekać, aż ktoś przygotuje wersję siedmiominutową na potrzeby YouTube'a.

4 / 5

Obejrzane 25 kwietnia 2010 r.


« wróć 1 2 3 4 5 6 7 8 czytaj dalej »