Nie jesteś zalogowany

 Punktuję Lidella

2010-11-20 01:49:51

Był sobie w Polsce Lidell.

Odwiedził Warszawę, odwiedził Poznań.

Drogi nasze, akurat w drugim punkcie jego polskiej trasy, się skrzyżowały, także nie o stodolnianych harcach będę tutaj rozprawiał.  

Swoją drogą podobno stodołą zatrząsł. Zuchwalec.

Podumam zatem , dość luźno, nad jego poznańskimi dokonaniami, nim resztki wrażeń wywieją inne sprawy bieżące.

1.       Preludium, czyli zbieramy sądy. Typowano, że Jamie polegnie, że na koncertach sobie nie radzi, że się spali. Sam wątpliwości nabrałem, chociaż jak zwykle liczyłem na to, że to raczej publiczność będzie ugotowana w sosie własnym. No i strzał Bogu w okno to bynajmniej nie był, bo rzeczywiście masa zbita w jedno, temperatury nabierała z każdą chwilą, czym bardzo zgrabnie zawiadywała paka na scenie. Podkręcali i dorzucali do pieca, po czym delikatnie skręcali,  

2.       Płyty a koncerty. Truizmem będzie stwierdzenie, że oczywiście koncerty stoją wyżej, bo torpedują każdy jeden zmysł, bodźce płyną po kablach aż miło. Normalnie lepiej załóż sweter, bo ciary zaraz pójdą. Tak arcydobrze to jednak nie było, ale pewnie dwie diehard fanki, rzucające kręconym włosem na prawo, na lewo i na mnie, te wspomniane ciary odczuwały . Ja nie, choć i tak mną bujało i miejscami mocno porzucało.

Btw szkło się trzaska i wala pod butami, czyli musi być dobrze - zasada potwierdzona po raz kolejny.

3.       Publika, członkiem zespołu. Wcześniej wspomniana, podana w sosie własnym, grała i śpiewała, z zespołem i dla zespołu. Zero zblazowania konesera u osób na froncie, centrum i bocznych flankach. Zero siania defetyzmu i cierpiętnictwa, że za gorąco, że za tłoczno. Ludzie z przypadku, w stężeniu mikro, przez co jęków zawodu lub spinek nie zarejestrowały moje dość zaabsorbowane uszy.

4.       Podejście do materiału. Jednak co jak co, wielki plus dla Jamiego i całej paki, za zerwanie z estetyką dość radiowych płyt (chociaż tego nie można zarzucić ostatniej). Choć może to wrażenie zaburzone urokiem obcowania z wydaniem live. Bądź co bądź jak na moje, niczym wówczas nie zmącone ucho, nie było tak gładko, postrzępiono i dorzucono trochę kalorii, do dość lekkostrawnego materiału. Paradoksalnie na zdrowie to wyszło, brzmi lepiej i kiwa bez piwa.

5.       Dusza co porusza. Jest coś bujającego, we wszystkim czego dotknie się afro dusza. Na scenie prócz ciemnoskórego multiinstrumentalisty, który przypominał mi Gay Marvina, był jeszcze jeden...Lidell. Razem tworzyli esencje tak czarną, jak czarna może być poranna kawa, ale bynajmniej ich nie uświadczycie na czarnych czwartkach. Szkoda.

6.       Solo. Zagadkowy zapis pośrodku listy panów dźwiękowców, bił po oczach. Miał swój moment i nie było to przysłowiowe 5 minut. Żył całkiem bujnie jakieś 15 minut, w których bił już nie tylko po oczach ale i uszach. Kiedy reszta trupy Lidella, totalnie zagotowana atmosferą  i przypalona luxami, zażywała chwil wytchnienia na backstage'u, Jamie dowodził dlaczego przyjechali tutaj pod wyłącznie jego imieniem. Niestety nie wisi to nigdzie w sieci, ale z chęcią przygarnąłbym parędziesiąt minut takiej gry na gębie + mac'u, by spokojnie rozkwilić nawał dźwięków i motywów. Popis na bogato, panie Lidell.

7.       Lista dźwiękowców. Już wspomniana a propos Jamiego w edycji solo. Byłem dość wkuty na siebie i moje rozbiegane oczy, które akurat w nią się wlepiły i jakoś zamontowały jej obraz w głowie. Dorżnąłem element zaskoczenia. Jamie chyba jakoś podchwycił mą uwagę ciśniętą w eter, albo po prostu popłynął na poznańskiej fali wznoszącej w końcówce, co by i dla siebie i spółki urwać trochę szczęścia.

8.       Czas. Złośliwy sukinsyn biegnie szybko wtedy, kiedy akurat chcielibyśmy aby geriatrycznie sunął, wbrew temu co się dzieje dookoła. Ostatnie akordy, ostatnie uśmiechy. Koncert zawinął do końca, zbierają się panowie ze sceny, bijąc piątkę za piątką w tłumie, który puścić ich nie ma zamiaru. Dobra ostatnie bisy, ostatnie dźwięki, ale tym razem już naprawdę. Stygnę ja, stygnie cała otaczająca masa. 

Wnioski?

Tak

Wiecej!

Posłowie w postaci video z lidellowskim smashhitem. 

 

 

Nie dodano tagów



Skomentuj

Komentarze: 0

Nie dodano komentarzy.
Logowanie
Zapamiętaj mnie
Bezpieczne logowanie (SSL)
Zapomniałem hasła
» zarejestruj się!
Najczęściej komentowane